Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/humani.do-symbol.stargard.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
zaraz zostanie za to ukarany. Diaz wręczył mu studolarowy zwitek,

Susanny na pewno z nim nie ma... Nie przypuszczała, że w tej sytuacji

zaraz zostanie za to ukarany. Diaz wręczył mu studolarowy zwitek,


w blond kręconymi włosami. Loki, zapamiętał te loki. Nawet teraz, w
Pozostałe spoczywały w teczce, którą niósł Diaz. Milla siedziała bez
- Hijo de la chingada, a ty mnie pamiętasz? - odparła powoli po
połączenia przychodzące. Był tam: numer gdzieś z centrali w El Paso.
niczego wymyślić. Musiała się porozumieć z True. Sytuacja zaczęła
Cassidy z przerażeniem patrzyła, jak ojciec niepewnie wysiada z samochodu. Twarz miał szarą, a włosy splątane od deszczu. Kulił szerokie ramiona, zdradzając, że boli go serce. Dena jęknęła. Gorycz dławiła gardło Cassidy. Prawie nie poczuła bólu, gdy matka ścisnęła ją mocno za obolały nadgarstek. Rex, wspierany przez szeryfa Doddsa i Sędziego, podszedł wolno do drzwi. Zanim zdążył się odezwać, na podjeździe pojawił się samochód Derricka. Zatrzymał się z piskiem opon. Chłopak wyskoczył z auta. Nos drżał mu z wściekłości. Zmoknięte włosy przykleiły się do głowy. Pognał do domu. - Ukręcę mu ten pieprzony łeb. - W rękach trzymał broń. Miał podartą koszulę, a ręce i strzelba były brudne od błota. Ze zmrużonych oczu biła nienawiść. - Co...? - spytała męża Dena. - Nie Angie... Rex tak mocno zacisnął powieki, że się zachwiał. Cassidy była pewna, że ojciec zemdleje. - Nie, tato, to niemożliwe. - Nie chciała usłyszeć prawdy, nie chciała uwierzyć w śmierć, którą wyczytała z oczu ojca. Nie mogła uwierzyć w to, co widziała na własne oczy. - Nie... - Idź na górę, Cassidy - powiedział. - Ale Angie... Z oczu ojca popłynęły łzy. - Jest już ze swoją matką. Derrick zawył, nie mógł uwierzyć. W bólu wycelował strzelbę w zasłonięty chmurami księżyc. Trach! Wystrzelił. Łuski spadły na podwórko. - Odłóż to, synu - nakazał stanowczo Sędzia. Szybko przeskoczył przez trawnik, wyciągając rękę po broń. - Dajcie mi spokój! - Derrick... - upomniał go ojciec ledwie słyszalnym na wietrze głosem. - Do domu. - Nie! Ona nie żyje, tato, nie żyje. To ten bydlak McKenzie ją zabił. - Przestań, synu. Rób, co ci każe ojciec - zwrócił mu uwagę Sędzia. Broń znowu wystrzeliła w niebo. Derrick upadł na kolana i zaczął rozpaczliwie szlochać. Cassidy nie mogła się poruszyć, nie była w stanie mówić. Dena objęła męża i mocno go przytuliła, jakby się bała, że Rex może się rozpłynąć. - Już dobrze - wyszeptała. - Wszystko się jakoś ułoży. Przetrzymamy to. Rex Buchanan zachwiał się. Żona go podtrzymała. Sędziemu udało się przekonać Derricka, żeby wszedł do domu. Szeryf, postawny mężczyzna z rudymi włosami i perkatym nosem, sprawiał wrażenie skonsternowanego. - Może przyjdzie pan później? - zasugerował Sędzia, gdy znaleźli się w domu. - Przykro mi. To mój obowiązek. - Ale doktor Williams jest już w drodze i pewnie da Reksowi środek uspokajający... - Tym lepiej. Proszę posłuchać, Sędzio. Wiem, że chce pan być miły, ale ja muszę wykonywać swoją robotę. Jeżeli policzyć dziecko, to nie żyją trzy osoby i... - Dziecko? - Dena podniosła głowę. - Tak, pani Buchanan. Lekarze przygotowali wstępny raport. Wygląda na to, że pani pasierbica była od kilku miesięcy w ciąży. - Nie... Rex opadł na swój ulubiony fotel i ukrył twarz w dłoniach. - Angie... - szeptał bez przerwy. - Angie, Angie... Moje dziecko. Cassidy oparła się ciężko o framugę drzwi. Miała nogi jak z waty. Zbierało jej się na wymioty, gdy myślała o tym, że Angie nie żyje, że nigdy już nie będzie się śmiała, że nie będzie nieprzyzwoicie flirtować, że nigdy już nie wypomni Cassidy braku gustu, nigdy nie poprosi jej, żeby ją uczesała... Łzy spływały jej po policzkach. Angie była w ciąży. Nic dziwnego, że miewała humory. Cassidy dostała mdłości. Nikt nie musiał jej mówić, kto był ojcem dziecka. Na pewno Brig. I na pewno to on był z nią, kiedy wybuchł pożar. Nie! - krzyknęła w myśli. Ugryzła się w język i nie wydała z siebie żadnego dźwięku. - Nie wiemy, kim był mężczyzna, który spłonął razem z nią, ale mamy kilka tropów. Nie ma Bobby’ego Alonzo i Jeda Bakera. Nie ma też Briga McKenziego. Cassidy drgnęło serce. - McKenziego? - powtórzyła Dena. - Tak. Jego motor stał przy samochodzie Angie. - Nie! - krzyknęła Cassidy. Oczy wszystkich zwróciły się na nią. - Dlaczego nie? - spytał szeryf. - Bo... bo... on tutaj był i nie zdążyłby dojechać do tartaku i... - Co ten bydlak tu robił? - ryknął Derrick i doskoczył do Cassidy. - Co? - On... szukał Angie. - To sukinsyn! - Przestań! - rozkazał szeryf. - Więc nie zdążyłby dotrzeć do tartaku?
Adrenalinowy kopniak był tak silny, że nie była w stanie stanąć na
266
zdecydował się wyjść z domu i godzinami błądził po ulicach miasta,
- No dobra. Boisz się, to się bój. Jak już znajdziesz swoje
Zmieniła się, celowo. Stała się innym, twardszym człowiekiem.
numer biura. - Halo?
radzę ci się zawczasu zdeklarować.

policzków poza oczy (a często i otwarcie – on się nie obrażał) nazywano nie inaczej, tylko

– Ach, więc tak! No to czekaj, długopoły.
Danny grał. Chociaż, szczerze mówiąc, większość czasu spędzał na ławce rezerwowych. Po
robić sama: i ubierać się, i myć, i może nawet czesać się.
uspokajająco kiwnęła głową, pocałowała bezwładną rękę władyki i wstała. Doktor już ją
kolację (czyżby minął zaledwie tydzień? wydaje się, że miesiące, a nawet lata),
Ostatniej nocy był w mojej kwaterze, którą
płotem i – a to się udało! – drzwi okazały się zamknięte na najprostszą w świecie kłódkę.
powodów, żeby rozszerzać krąg podejrzanych poza Danny’ego. Zwłaszcza że chłopak przy
– Tak, słyszałam, że przedtem był ojciec niesłychanym Don Juanem, poznał jakoby tysiąc
– Tu może chodzić o forsę – teoretyzowała Rainie. – Wygląda na to, że panu Avalonowi
– Jesteś dzielny, Bradley.
do schowka woźnego i na widok bałaganu ściągnął brwi. – Rozumiem, że funkcjonariusz
dwa za dwie następne, zgodnie z paragrafem o zbrodni masowej. Uznany za winnego przez
samobójstwa. Męczę się, męczę i nic nie mogę zrobić. Mechanizm szoku psychicznego jest
Oto co chciał oznajmić zwierzchności klasztornej starzec! Że okoliczności śmierci

©2019 humani.do-symbol.stargard.pl - Split Template by One Page Love